Narzędzie do upubliczniania myśli
13 06 2010, 20:55
Powiesz mi, że nie, nie zmieniło się nic
Od teraz będę żyć, każdym dniem
Że znaczenia brak dla tych pustych słów
I nie ważne co usłyszę znów
Bo przecież ja wiem, wiem jak to jest
W nowych warunkach żyć i skradać się
Od nowa śnić i nie zgadzać się
Z każdym goryczy dniem
Lecz czy przyznasz mi, że wciąż kłamiesz mnie
I nie mówisz mi, jak naprawdę jest
Że już nie ma tych wspólnych chwil
Że nie będzie nigdy Kocham Cię
Nigdy więcej proszę nie mów mi
Że idealistyczny ton gdzieś umknął mi
Nie pogrążaj więcej tamtych dni
Czas najwyższy byśmy dalej szli
Kategorie: life highway | Dodaj komentarz
21 04 2010, 22:43
Ostatnie zawirowania wulkaniczno-lotniczne zmieniły trochę mój plan podróży i zamiast ośmiogodzinnej łącznie trasy z Oslo do Lublina odbyłem autokarową przeprawę przez m.in. Goteborg, Ystad i Łódź. Miałem więc trochę wiecej okazji do przyjrzenia się krajobrazowi północy niż tylko wycieczki po Oslo i okolicach. A w towarzystwie trzeciego tomu Pana Lodowego Ogrodu było to całkiem interesujące przeżycie.
Zanim jednak przejdę do opisu, muszę pozbyć się resztek traumy społecznej, bez której chyba żadna podróż autokarowa się nie obędzie. Tym razem trafił się ciekawy osobnik płci skrycie dyskryminowanej, odurzony chyba emocjami towarzyszącymi "zjazdowi do Ojczyzny". Traumę zapoczątkowało jego niezbyt znośne zachowanie po spożyciu, napięcie rosło wraz z jego coraz głośniejszą i uporczywszą żądzą disco polo - bo przecież do kraju przyjechał to ma być swojsko, chciaż "tańczyć nie będzie" - apogeum zaś nastało w momencie wyczerpania się baterii mojego telefonu. Nie do końca przytomny po nocnych zakupach biletów, ekspresowej wyprowadzce z hotelu oraz pandemonium panującym w terminalu promowym podczas odprawy, zapomniałem go wyłączyć i drogocenna energia wyparowała w poszukiwaniu dostępnej sieci na pełnym morzu. Całe szczęście, że wycieczka została podzielona na dwa autokary, a rzeczony osobnik koniec końców w dalszą podróż udał się tym drugim.
Gdy wracam myślami do krajobrazu "niskiej" północy, pierwszym słowem wypełniającym moją głowę jest wieloznaczne "niesamowite". To jeden z tych momentów, w których zdaję sobie sprawę z ułomności wszystkich używanych przez ludzi języków. Rodzące się w mnie uczucia, gdy przyglądałęm się masywnym skałom polodowcowym, przez które wykuto korytarze dla dróg, niesamowitej roślinności: wysokim drzewom, wygiętym lekko od naporu wiatru, jednak skutecznie prącym w górę, zieleni trawy i kolorom skromnej, pozostałej roślinności, których nazw jeszcze długo nie będę mógł zapamiętać, są niczym burza. Dziwna, nienaturalna burza, której nie towarzyszy żaden dźwięk. Burza, w której ścierają się części mojego umysłu i duszy, tocząc między sobą zażartą walkę o pierwszeństwo i władzę. Niesamowite, nieokreślone jest to połączenie emanacji potęgi i dzikości natury z ludzką cywilizacją. Ta przekora i buta ludzi - bo co innego (no może poza oczywistą zaradnością) można pomyśleć widząć latarnie przykręcone do śrub wbitych w lite skały.
Spacerując po Oslo, obserwując port z jednej strony, a dziwne łańcuchy gór z drugiej doświadczałem wrażenia obcości, jakby ludzie zamieszkujące te regiony nie byli ich prawowitymi mieszkańcami, jakby wszystko to było pozostałościami innej cywilizacji. Rozrzucone miejscami wielkie głazy o nieregularnych kształtach i usypiska wyglądały jak rozrzucone zabawki, porzucone piaskownice czy place zabaw danych ludów w stukrotnym powiększeniu. Naprawdę, coś niesamowitego. I zdecydowanie wartego polecenia.
Kategorie: life highway | Dodaj komentarz
28 02 2010, 21:19
I've felt myself really ashamed
Since the time
I lost one of my best friends
and my mind
Jak napisał i zaśpiewał Manuel Munoz, wokalista The Dead Old Tree, po samobójczej śmierci perkusisty tegoż zespołu. Nie mam do czynienia z tak ostatecznymi wydarzeniami, jednak tekst Won't follow him oddaje sedno moich aktualnych przemyśleń w pewnej materii. Miałem tutaj także napisać, że po raz kolejny doszedłem do wniosku, iż niektóre sytuacje nie powinny mieć miejsca, at all. Problem w tym, że nie pamiętam, kiedy ostatni raz doszedłem do podobnego wniosku. Jestem przekonany, że takowe się pojawiały i to nie raz. Ale nie pamiętam.
Rozchodzi się o to, że chciałbym zadać pewne pytanie. Czyli prawidłowym byłoby założyć, że chciałbym także poznać odpowiedź. Prawdę mówiąc, nie. Przeraża mnie ona. Ale to przez moją dziwną wyobraźnię, prawdopodobnie. Pytanie w swej istocie bardzo zwięzłe - o co Ci tak naprawdę chodzi?
Wydawało mi się, że daję jasno do zrozumienia, że lubię, gdy nie owija się w bawełnę, ale chyba zmyliłem wszystkich moim zamiłowaniem do kombinowania w, nazwijmy to, procesie twórczym, w którym zazwyczaj od razu się gubię. Ale czy wy nie kochacie tego momentu, w którym znajduje się samego siebie?
Aby jednak wprowadzić jakąś zmianę, nawiążę do poprzedniej notki. Zresztą, jeszcze jednek akapit zakończony znakiem zapytania i cały tekst wyleciałby szybciej niż powstał. Tak więc: plugawstwo skostniało, węzły wytrzymały, zamki niekoniecznie. W każdym razie, nastąpił całkowity brak działań w poruszonej kwestii. Niestety. I wkurza to bardzo, zwłaszcza, że nie mam problemu z tego typu działaniami w kwestiach służbowych (i nawiasem mówiąc, się pewna osoba bardzo zdziwiła, hihi).
I obiecuję, że zmienię ten design, kiedyś.
Kategorie: life highway | 1 komentarz
13 01 2010, 18:58
Przemyślałem ostatnio te wydarzenia, które udało mi się zapamiętać z tego błyskawicznie minionego roku. Ale to chyba jeszcze za mało, by ruszyć dalej. Chociaż kiełkuje chęć realizacji pewnych marzeń. Chęć sprawdzenia się w pewnej wciąż fascynującej i niemiłosiernie pociągającej dyscyplinie, która jako jedna z niewielu, nadal wyzwala we mnie nieposkromioną energię. Zwłaszcza, że pojawiają się sygnały od innych, że powinienem, że podoba im się. Jednak pomiędzy starannie ułożonymi puzelkami coś się bezczelnie udomowiło i truło. Gdy zlękniony sprawdzałem co, wyskoczyło na mnie z wrzaskiem, ujawniając swą niepewną istotę - "KIEDY?!" - krzyczało i wrzeszczało, opluwając twarz jadem i przyklejając do niej resztki rozerwanych puzzli unoszących się w powietrzu. Ale tym razem nie usiłowałem miażdżyć gada obcasem. Zamiast tego, złapałem za obślizgły język i powiesiłem w pokoju zadumy, by szamocąc się bezsilnie (a węzły wiążę mocne, oj tak!) przypominało o sobie przy każdej wizycie. A gdy już zdechnie i skostnieje, przekuję je w monumentalną odpowiedź.
Kategorie: life highway | 3 komentarze
17 03 2009, 23:06
I znowu gdy zacznie dzwonic budzik, będę chciał rozpierdolić telefon, unicestwić autora dzwonka, zabić ludzi, którzy wymyślili poranne wstawanie do pracy, zapaść się w pościel i spać dalej, byle tylko, dla samego spania; móc tonąć w tym pięknym, jakże kuszącym niebycie niemal do zatracenia, czerpać z niego spokój i trwać w nim do końca świata. Albo przynajmniej tego tygodnia.
Kategorie: life highway | 3 komentarze