Taaak, zdecydowanie najciekawsze dni mojego życia. Dzisiejszy nawet poziomem dorównuje tym z dawnych lat.. Zaczęło się pobudką smsową, dzięki Igorowi ("Benek to pała i znów zaspał na polski" - ...), bez tego szczerze wątpię w szybkie podniesienie się z łóżka. Brak śniadania niekoniecznie dobrze wpływa na podróż do szkoły (świadomość, że kolejna godzinka nieusprawiedliwiona się pojawia jest równie niemiła). Tak dla zahartowania, 3 kołki (na czysto) z j.p. w dzienniku (czwartek = zebranie). Pominąć można kolejne godziny szkolnego życia, bo zbliża się bardziej bolesny (fizycznie, jednak) moment dnia. Ale najpiew refleksja. Otóż, co roku media ślą ironię i cynizm w stronę naszych kochanych drogowców, że znowu ich zaskoczyło. Zastanawia mnie, dlaczego do tej pory nie słyszałem ani jednej wzmianki o zaskoczonych pracownikach osiedlowych administracji, którzy rok w rok mają w dupie odśnieżanie chodników. Dzisiaj biegnąc, coby na autobus zdążyć, wypierdo... wyrżnąłem o jedną z piramid namiętnie i uparcie usypywanych przy przejściach dla pieszych na osiedlowych ulicach. Debile! Czy tak trudno jest machnąć tą łopatą dwa razy i odgarnąć ten zasrany śnieg, zbity w kopiec przez pług?...

03 03 2007, 10:44
taka smsowa pobudka i o takiej treści jest po prostu cudowna:P jak to przeczytałam od razu mi wesoło:)