Rozmawiałem przed chwilą z mamą, o rzeczach różnych. Jako, że dość dawno nie opowiadałem co i jak w towarzystwie, musiałem to nadrobić. Taka standardowa wypytywanka rodzicielska ;) Zacytuję fagmencik rozmowy:
Ja: Igor z ojcem chcieli kupić pająka, ale matka się nie zgodziła.
Mama: Co to jest Pająk?
Ja: Nooo pająk pająk, takie z kończynami...
Mama: Acha, pająk.
Jak dla mnie, cudownie ukazane jak działają stereotypy.
Właśnie mi się przypomniało, że miałem coś napisać po niedawnym wypadzie do baru. Niestety, ostatnio nie trzymają się mnie moje świeżo sformułowane refleksje (no, świeżo jak świeżo, po piwie), zostają tylko jakieś niejasne, porwane wątki, których odtworzenie niekoniecznie mi się udaje. Mam jednak wrażenie, że płakać z tego powodu nie będziecie... ;) Zauważyłem również, że od kilku miesięcy tutaj, używam tego miejsca wyłącznie jako kanalizacji dla złych emocji. Czas z tym skończyć. Po pierwsze dlatego, że trzeba powrócić do pracy nad samym sobą, wszakże działanie przede wszystkim. Po drugie dlatego, że przepadałem za tamtą ironiczno-sarkastyczną wersją, opisującą rzeczywistość. Po trzecie dlatego, że... oj, no ile można?
Tak z rzeczywistości, to matura coraz bliżej (a z tej okazji obrazek na koniec, dla wszystkich maturzystów ;), a ja miast się doskonalić w niektórych dziedzinach, "głupieję w oczach", jak to określił niedawno sor M. Potrafię w tym momencie odpowiedzieć na to w jeden sposób: cóż. Świadomość, że w razie jakichś tam niepowodzeń, moje tłumaczenia będą traktowane jako wymówki i usiłowanie zrzucenia winy zamiast jako realna geneza, powoduje chęć powtórzenia odpowiedzi. Taak, kiedyś to zrobię.
A, zapomniałbym znowu. W pewnej problemowej kwestii to ja miałem źle poukładane, jednak. Zdaje się, że już uporządkowane.
