Narzędzie do upubliczniania myśli
18 11 2007, 20:55
Jak na każdym osiedlu, tak i na moim pełno jest latarni. Po raz kolejny zastanawiam się, dlaczego niektóre z nich czasem sobie gasną. Bo to jest takie dziwne, żeby tak sobie latarnia wzięła i zgasła. A potem się sama zapaliła. Rozmyślałem o tym już wiele razy, zawsze jednak bez jakiegoś konkretnego wniosku się kończyło, więc zostawiałem temat na kiedy indziej, z adnotacją "a nóż widelec na wikipedii ktoś ten fenomen opisał". Ale wczoraj miarka się przebrała. Bo mam już dosyć tego, że te gasnące gasną zawsze, gdy obok nich przechodze. Nie ważne która jest godzina, jak to jest ta gasnąca, a ja będę przechodził, zgaśnie. Jestem wyjątkowy? Wytwarzam jakieś fluidy? Nie? to co, hm?
A tak swoją drogą, to dzisiaj jest niedziela. Taka beznadziejna, nudna i niekonstruktywna niedziela, jak zawsze. Bleeeeeeeeee!
Kategorie: life highway | 5 komentarzy
09 11 2007, 20:45
Jak zwykle realizowanie i trwanie w postaniewniach nie przebiega tak pięknie jak się na początku zakładało, a na drodze pojawiają się dalsze wyboje. Ale jedziemy dalej, tak staremu pojazdowi nie takie wyboje straszne, poza tym jedną z większych wyrw w środę udało się dość łatwo załatać (Cywil, powinieneś wiedzieć o czym mowa...:)). Życie trwa i spierdala przede mną w dalszym ciągu, co w osobliwy sposób dało o sobie znać, gdy doczytywałem chyba szóstą już książkę od przyjazdu z Amsterdamu, czekając aż mój przestarzały piecyk przebrnie przez ładowanie kolejnej lokacji w naszym najnowszym towarze eksportowym na świat. W tym miejscu wypadałoby polecić każdej osobie, której sprzęt pozwoli, na zaopatrzenie się w wyżej wymieniony produkt, w celu marnotrawienia nadchodzących nudnych zimowych wieczorów. A jako dodatek, albo zamiennik, polecam książki pana Jarosława Grzędowicza, powalające kunsztem opisów i realnością charakterów. Przechodząc dalej... a tak, wczoraj udało nam się z Cywilem załatwić sprawy w WKU w przeciągu 10 minut... (nieźli jesteśmy, prawda?), a dzisiaj miałem pierwszy w tym roku angielski z serii prywatnych. Aż się dobrze robi na myśl, ze znowu diaboliczna motywacja do działania się uruchamia :D
No i tak jakoś to sobie leci, tylko czasami się marzy, żeby pewne rzeczy były inaczej. Żeby tak móc powiedzieć "kochanie" do osoby siedzącej obok, a nie 1900 km stąd w błogiej nieświadomości... i stąd tytuł (© Katatonia - Displaced).
Kategorie: life highway | 5 komentarzy