Jak na każdym osiedlu, tak i na moim pełno jest latarni. Po raz kolejny zastanawiam się, dlaczego niektóre z nich czasem sobie gasną. Bo to jest takie dziwne, żeby tak sobie latarnia wzięła i zgasła. A potem się sama zapaliła. Rozmyślałem o tym już wiele razy, zawsze jednak bez jakiegoś konkretnego wniosku się kończyło, więc zostawiałem temat na kiedy indziej, z adnotacją "a nóż widelec na wikipedii ktoś ten fenomen opisał". Ale wczoraj miarka się przebrała. Bo mam już dosyć tego, że te gasnące gasną zawsze, gdy obok nich przechodze. Nie ważne która jest godzina, jak to jest ta gasnąca, a ja będę przechodził, zgaśnie. Jestem wyjątkowy? Wytwarzam jakieś fluidy? Nie? to co, hm?
A tak swoją drogą, to dzisiaj jest niedziela. Taka beznadziejna, nudna i niekonstruktywna niedziela, jak zawsze. Bleeeeeeeeee!
18 11 2007, 21:23
Hmmm... Nie, jednak Twoja wina. A ja z kolei mam czasami tak, że przechodzę pod latarnią, a ona się jakby bardziej rozpala... Strange. A kiedyś migotały, ale raczej bez związku z moim pod nimi przechodzeniem...
19 11 2007, 15:05
kiedys tez tak mialem ze gasły sobie latarnie jak przechodzilem, ale to ja mialem zawsze takie swoje ulubione, wyciagnalem wnioski i nie chodze juz tamta droga :D
19 11 2007, 15:08
Hm, ciekawy wniosek, ale w moim wypadku niebardzo wykonalny ;)
19 11 2007, 23:07
http://pl.wikipedia.org/wiki/Lampa_rt%C4%99ciowa
22 12 2007, 20:01
mam dokładnie ten sam problem :p od dobrych kilku lat i nie wiem skąd to sie bierze :P