Siedzię i patrzę przed siebie, na rytmicznie migający kursor w edytorze tekstu, powoli zaczynający denerwować. Gdy z balkonu piętro niżej dochodzi mnie jazgot elektrycznej wiertarki włączam operę i zaczynam pisać tę notkę. Bo z angielskiego (tak tak, znowu robię angielski, as usual) to mi już nic nie wyjdzie, skoro przez 1,5h napisałem 70 słów. Czyli zostało mi 30 minut na 180 słów tego i 250 następnego wypracowania... Ale pisanie nie idzie, as usual. Oczywiście, jak to bywa gdy trzeba coś zrobić na jutro, zabieram się do roboty, ale na rozgrzewkę coś innego, bo to na jutro nudne i za chwilę odwalimy. Wiecie ile w między czasie tego pisania wypracowań rzeczy zaplanowałem? Ludzie. Roboty na dwa lata. Jeden projekt, na tydzień temu, plan gotowy. Drugi, na eeee... rok temu? Gotowy. Trzeci też coś koło tego. Jeszcze dwa nowe. Wszystko gotowe, zaplanowane, a w głowie wizje pięknej, developerskiej przyszłości. Do tego postanowienia poprawy i systematycznej pracy, och, aż serce rośnie. Ale przecież wiadomo, że nic z tego nie wyjdzie, skoro za żadną cholerę nie mogę się na niczym dobrze skupić, a zapał kończy się chwilę po tym, jak zabiorę się do pracy. I tylko ciągle chce się spać, boli baniak i swędzą oczy. W okół ciągły hałas, dzieci drące morde, psy szczekające dupami wysokiej częstotliwości, piłki w blache walące, wszystko nie w tym miejscu, nie o tej godzinie, nie tak jak trzeba... Dzień świra poprostu. Wyjechać mi trzeba, bo przesiąkam tym chaosem na wylot.
Bernard Bondos
Narzędzie do upubliczniania myśli
Again, the simple truth, tfu!
05 05 2008, 18:13
Kategorie: life highway
05 05 2008, 18:29
Solucja: tryb lunarny. Chyba że dupy wysokiej częstotliwości nie dają spać w dzień, to wtedy spory problem...
05 05 2008, 23:25
Daj znać jak coś, bo ja z chęcią =]
28 06 2008, 12:51
miła dla oka szata graficzna strony,
a co do notki... sformuowanie ,,dupy wysokiej częstotliwości`` rozśmieszyło mnie.