Bernard Bondos

Narzędzie do upubliczniania myśli

Delirium

13 02 2009, 22:50

Punkt odniesienia stał się chyba punktem zatopienia, rozmowy zaczęły coraz częściej wymykać się spod kontroli, niebezpiecznie, naprzemiennie przekraczając granicę miedzy przyjemnością a bólem. Nie wiem co się dzieje. Co chwile okazuje się, że coś nad czym, jak mi się wydawało, miałem kontrolę, zmierza w całkowicie odmiennym kierunku od pożądanego. Nie podoba mi się to cholernie. Po kilka razy dziennie mam wrażenie, że obudziłem się z ręką w nocniku. Zaczynam tracić kontakt z rzeczywistością, coś mi się o czymś wydaje, a tak naprawdę jest całkowicie inaczej. Braki snu poniekąd odrobione, ale z tymi aktualnymi myślami, boję się tego, co mi się może przyśnić.

WTF?

Spinning round and round

02 02 2009, 18:52

Choćby się wydawało, że jest inaczej, lepiej i normalniej, wszystko kręci się dokładnie tak samo jak dawniej. Siostra w pokoju, przy przywłaszczonym już całkiem komputerze, zawieszając chwilowo walkę o mojego (podkreślam, mojego!) laptopa, włącza rzewne amerykańskie piosenki z lat pięćdziesiątych przed naszą erą, mając w głębokim poważaniu to, że ustawiona głośność może komuś przeszkadzać. Kot standardowo dostaje pierdolca, chodząc, siadając i kładąc się na każdym przedmiocie planowanym do aktywnego użytku, gazecie, notatkach, pilocie od telewizora albo laptopowej myszce. Sąsiadka z góry równie standardowo, nadaje do kogoś przez telefon, dokładnie od godziny, dokładnie na pograniczu rozróżnialności słów od denerwującego szmeru. Oczywiście w jakiś magiczny sposób, znany chyba tylko architektowi tego cudu polskiej myśli budowlanej, nie da się tej kobiety jakkolwiek zagłuszyć, jej świdrujący głos przebija się nawet przez siostrzane piosenki. Na sam koniec zostaje matka wypowiadająca na głos wszystkie swoje myśli, a jako, że każde z nas nauczyło się już w pewnym stopniu ignorować jej wypowiedzi, lub skutecznie dawać jej do zrozumienia, że nam przeszkadza, ostatecznym powiernikiem zostaje na wpół śpiący kot, któremu po prostu nie chce się ruszać z zagrzanego już miejsca.

Punktem odniesienia, przypominającym o istnieniu rzeczywistości i pomagającym nie zgubić się w tym błędnym kole, stają się rozmowy z pewną osobą, zupełnie nie wiem z jakiego powodu głośno i często określaną mianem Rudej. No ale co ja poradzę, że o tym co się dzieje w pobliżu dowiaduję się zazwyczaj ostatni (zresztą sam sobie winien). A tutaj miało być bardzo rozbudowane zdanie, ale, że pozwolę sobie wyrazić się w pewien sposób, ugryzłem się język.

A tak poza tym, to trzeba tu zmienić layout. Z perspektywy wygląda to bardziej emowato, niż się wydawało.