Bernard Bondos

Narzędzie do upubliczniania myśli

Love Mondays

05 02 2007, 23:36

Taaak, zdecydowanie najciekawsze dni mojego życia. Dzisiejszy nawet poziomem dorównuje tym z dawnych lat.. Zaczęło się pobudką smsową, dzięki Igorowi ("Benek to pała i znów zaspał na polski" - ...), bez tego szczerze wątpię w szybkie podniesienie się z łóżka. Brak śniadania niekoniecznie dobrze wpływa na podróż do szkoły (świadomość, że kolejna godzinka nieusprawiedliwiona się pojawia jest równie niemiła). Tak dla zahartowania, 3 kołki (na czysto) z j.p. w dzienniku (czwartek = zebranie). Pominąć można kolejne godziny szkolnego życia, bo zbliża się bardziej bolesny (fizycznie, jednak) moment dnia. Ale najpiew refleksja. Otóż, co roku media ślą ironię i cynizm w stronę naszych kochanych drogowców, że znowu ich zaskoczyło. Zastanawia mnie, dlaczego do tej pory nie słyszałem ani jednej wzmianki o zaskoczonych pracownikach osiedlowych administracji, którzy rok w rok mają w dupie odśnieżanie chodników. Dzisiaj biegnąc, coby na autobus zdążyć, wypierdo... wyrżnąłem o jedną z piramid namiętnie i uparcie usypywanych przy przejściach dla pieszych na osiedlowych ulicach. Debile! Czy tak trudno jest machnąć tą łopatą dwa razy i odgarnąć ten zasrany śnieg, zbity w kopiec przez pług?...

No i oczywiście dzień zakończył kotecek...
Klementyna

So many dreams...

25 01 2007, 23:26

Mam wrażenie, że wszystko w swoim życiu spierdoliłem. A to o czym marzę to sny głupka niezdającego sobie sprawy z otaczającej go rzeczywistości. Wrażenie można powiedzieć, że niekoniecznie przyjemne, ale jakoś mnie nie to już nie rusza. Jest... dziwnie. Raczej stagnacja. A tak, stagnacja i czekanie.

A jako, że mnie ostatnio kupa ludzi o termin urodzin moich pytała, to podrzucam przykładowe możliwości prezentowe. Wiem, jeszcze daleko, ale może coś ładniejszego znajdziecie? Prop. 1, prop. 2 i na koniec najlepsza - propozycja 3.

New one

15 01 2007, 20:47

Gdy będziecie komukolwiek opowiadać o sobie, swoich emocjach, ich powodach, o przeżyciach i sytuacji (kondycji?) psychicznej, to niezależnie od okoliczności, ta osoba tego nie zrozumie. Nie ma możliwości, żeby przez chwilę potraktowała Was jako psychologa. A szkoda, byłby tu mniej bólu.

Work hard, but what after?

12 01 2007, 20:20

Dość cięzki początek roku mnie spotkał. Z pierwszego tygodnia pamiętam niewiele, bo tylko sobotę... Pomijając kupę matmy, było dużo różnego rodzaju podróży. Tych zapchanym maksymalnie autobusem, ale też tych samochodem. Na koniec dnia, po calutkich 11 godzinach zadanek z matematyki pojechałem do Warszawy, odebrać siostre z samolotu. Wróciła z Hiszpanii po trzech miesiącach. Matko! Ona się zmieniła! Kiedy?... Do Lublina wróciłem o 3 nad ranem. Spać poszedłem o 4. Od tamtej pory nie miałem okazji się wyspać. A jutro o 9:30 angielski... Ratunku!

A tak przy okazji.. Wszystkim, którzy uważają, że nasz kraj wcale nie jest taki zacofany, polecam nocną przejażdżkę polskimi dorgami. Smród powali Was na nogi swoją intensywnością i smrodem. Naprawdę.

It's time

04 01 2007, 22:40

Nadszedł moment, w którym trzeba przestać się oszukiwać i to powiedzieć. Źle wybrałem liceum. Tak, oczywiście, poznałem tu pewnych ludzi, zdobyłem pewne umiejętności i doświadczenie, ale bilans jest ujemy, nawet bardzo daleko pod kreską. Szkoda, że musiały minąć aż dwa lata, żebym zrozumiał pewne rzeczy, miałem przecież o wiele lepiej zapowiadającą się możliwość... ale jej nie wybrałem. Mając dzisiejszą wiedzię, zrobiłbym to bez wahania. Mam świadomość, że moje podejście zmieni się po maturze, ale powód będzie tylko potwierdzał aktualne przemyślenia.