Bernard Bondos

Narzędzie do upubliczniania myśli

Drive me there, let me sleep...

09 11 2007, 20:45

Jak zwykle realizowanie i trwanie w postaniewniach nie przebiega tak pięknie jak się na początku zakładało, a na drodze pojawiają się dalsze wyboje. Ale jedziemy dalej, tak staremu pojazdowi nie takie wyboje straszne, poza tym jedną z większych wyrw w środę udało się dość łatwo załatać (Cywil, powinieneś wiedzieć o czym mowa...:)). Życie trwa i spierdala przede mną w dalszym ciągu, co w osobliwy sposób dało o sobie znać, gdy doczytywałem chyba szóstą już książkę od przyjazdu z Amsterdamu, czekając aż mój przestarzały piecyk przebrnie przez ładowanie kolejnej lokacji w naszym najnowszym towarze eksportowym na świat. W tym miejscu wypadałoby polecić każdej osobie, której sprzęt pozwoli, na zaopatrzenie się w wyżej wymieniony produkt, w celu marnotrawienia nadchodzących nudnych zimowych wieczorów. A jako dodatek, albo zamiennik, polecam książki pana Jarosława Grzędowicza, powalające kunsztem opisów i realnością charakterów. Przechodząc dalej... a tak, wczoraj udało nam się z Cywilem załatwić sprawy w WKU w przeciągu 10 minut... (nieźli jesteśmy, prawda?), a dzisiaj miałem pierwszy w tym roku angielski z serii prywatnych. Aż się dobrze robi na myśl, ze znowu diaboliczna motywacja do działania się uruchamia :D

No i tak jakoś to sobie leci, tylko czasami się marzy, żeby pewne rzeczy były inaczej. Żeby tak móc powiedzieć "kochanie" do osoby siedzącej obok, a nie 1900 km stąd w błogiej nieświadomości... i stąd tytuł (© Katatonia - Displaced).

Entering new way

31 10 2007, 21:26

Nieprzyjemny był dzisiejszy dzień. Dostałem obuchem w łeb, w ten sam sposób co kilka razy przedtem. W dość bolesny sposób dotarło do mnie kilka faktów i ich znaczenie na przyszłość. Mimo, że zdawałem sobie sprawę, że wreszcie to nastąpi, zaskoczenie (i poczucie winy) wcale nie były mniejsze. Ale podjąłem kilka postanowień, niewielkich coprawda, bo z tymi wielkimi w dużej ilości do tej pory sobie nie radziłem, mamiąc się, że będzie dobrze. Wniosek prosty i szkoda, że tak długo z nim zwlekałem, trzeba zacząć stawiać małe kroki i iść do przodu, zamiast przez wieczność szykować się do jednego dużego.

Dobrze by też było, żeby ta notka przypominała, głównie mi, o tym co się stało, o tym co zrobiłem i o tym co jeszcze jest do zrobienia.

She

25 09 2007, 2:10

Tak się zastanawiam nad tym znowu (bo znowu doskwiera mi samotność) i dochodzę do wniosku, że ja się w niej zakochałem. I najśmieszniejsze, że wiedziałem to juz wcześniej, tylko nie pozwalałem sobie tego powiedzieć. W idiotyczny sposób mowiłem sobie, że za cienki w barach na nią jestem i zamiast wykorzystać te wszystkie sytuacje, chociaż na normalną znajomość, nie robiłem nic. I w ten sposób nie mam z nią nawet żadnego kontaktu... to chyba dobrze, bo taki uklad byłby bardzo niezdrowy, aż się Love Actually i epizod z Keira przypomina.

Pozwoliłem sobie opublikować notkę powstałą 12 września w Amsterdamie, nieopublikowaną z powodu problemów internetowych...

The Here and the Now

07 08 2007, 0:30

Przesiadywanie na balkonie przed laptokiem, ze słuchawkami na uszach, Toolem w słuchawkach i otwartym notatnikiem na kłębiące się myśli, musi zakończyć się tymi stanami. Dzisiaj brakuje tylko księżyca w odpowiednim miejscu, bo zegarek zbliża się już do właściwej godziny. Ale jest to tylko lekkie niedociągnięcie. Bez żadnych używkowych wspomagaczy percepcja przenosi się na inny poziom.

Czy to już ekstaza?

Niespokojny płomień świecy wprowadza mistycyzm, doskonale się komponuje. A obok czeka jeszcze groza na siedmiusetpięćiesięcu stronach spod pióra Kinga.


A tak, zapomniałem napisać o prezencie. To gustowny, trochę nietypowy (dlatego taki rozmiar) zegar ścienny w starym stylu. Idealny do nowego wystroju mojego pokoju.

Birthday...

11 07 2007, 16:42

Już jutro minie 19 lat mojego istnienia na tym świecie. Jak wiadomo, z takich okazji dostaje się prezenty. Przed chwilą matka wniosła do pokoju takie coś...
Zaczynam się zastanawiać co to jest...