Bernard Bondos

Narzędzie do upubliczniania myśli

Ceremony

31 03 2008, 1:41

Słupek termometru opadł lekko poniżej zera, gdy wychodził na balkon. Na zewnątrz szalał silny wiatr, zapowiadana od kilku dni wichura i zimne powietrze. Nie przeszkadzało mu to. Wręcz przeciwnie, lubił taką pogodę, o ile nie musiał zbyt długo przebywać na dworze. Po horyzoncie w szybkim tempie przewijały się nieokreślone kształty tworzone przez chmury. Co jakiś czas można było dostrzec w nich coś znajomego, jednak kształty zmieniały się zbyt szybko, by uchwycić je na dłużej. Przez chwilę przyglądał się pełnemu księżycowi, wyłaniającemu się zza puszystych tworów i zaraz za nimi znikającemu. Zaczerpnął sporą ilość powietrza przez nos i delektował się jego zapachem, przymykając oczy, tak by księżyc i chmury zamieniły się w rozmytą całość. Sięgnął do kieszeni, wyjął paczkę Pall Malli i zapałki. Mimochodem pokręcił papierosem w ręku, lekko go przygniatając, jakby dla lepszego ubicia tytoniu, aż wreszcie zapalił. Oczy otworzył dopiero wydmuchując pomieszane z dymem powietrze. Rozejrzał się po widocznej z balkonu okolicy, śmiejąc się w duchu z rozmytych i jakby irracjonalnych kształtów budynków i samochodów, aż pierwsze nikotynowe zamroczenie ustąpiło, zamieniając się w subtelną rozkosz palenia papierosa. Zaciągnął się ponownie, skupiając się tylko na samym paleniu i smakował chwilę. Myśli i świadomość pobiegły w nieznanych kierunkach, a przed oczami zamiast osiedla po raz kolejny pojawiły się marzenia. Pełne estetyki i emanujące emocjami sytuacje i miejsca, wizja szczęśliwej przyszłości, odkrywania i smakowania świata i ludzi. Przez krótką, ulotną chwilę, czuł, że znajduje się właśnie tam. Ale jak zwykle, wszystko znikło w tym najpiękniejszym momencie, gdy już zaczynał wierzyć, że naprawdę tam jest. Zaciągnął się ostatni raz i wyrzucił niedopałek za balustradę. Rozejrzał się ponownie, odetchnął czystym powietrzem, po czym wszedł do mieszkania. Rytuał dobiegł końca, czas wracać do pracy.

Another late night

30 03 2008, 1:14

Tool słuchany po północy brzmi całkowicie inaczej niż o innych porach. A głos Keenana odkrywa coraz to nowe tajemnice w zakamarkach świadomości.

A tak poza tym, zaczyna odzywać się choroba informatyków - trzeba jakoś zadbać o nadwrężone nadgarstki.

Better living through chemistry

26 03 2008, 19:26

Już kilka razy można było wyczuć tę wiosenną nutkę w powietrzu, a tu znowu piździarnia się zrobiła niesamowita. Niech już ta wiosna przyjdzie i niech się żyć zachce bardziej, bo tylko ochota na pocięcie w głowie się gnieździ.

Wszystko wokół oczywiście przeszkadza, wszystko jest nie tak, na niczym nie da dobrze skupić i ciągle przeszkadza wrażenie, że powinno się robić całkowicie co innego. I te pomysły na poprawienie samopoczucia...To jest jakaś masakra, panowie.

...

21 12 2007, 18:14

Kurwa ja pierdole. Mam dość. Jak się stąd wysiada?

The City of Lanterns

18 11 2007, 20:55

Jak na każdym osiedlu, tak i na moim pełno jest latarni. Po raz kolejny zastanawiam się, dlaczego niektóre z nich czasem sobie gasną. Bo to jest takie dziwne, żeby tak sobie latarnia wzięła i zgasła. A potem się sama zapaliła. Rozmyślałem o tym już wiele razy, zawsze jednak bez jakiegoś konkretnego wniosku się kończyło, więc zostawiałem temat na kiedy indziej, z adnotacją "a nóż widelec na wikipedii ktoś ten fenomen opisał". Ale wczoraj miarka się przebrała. Bo mam już dosyć tego, że te gasnące gasną zawsze, gdy obok nich przechodze. Nie ważne która jest godzina, jak to jest ta gasnąca, a ja będę przechodził, zgaśnie. Jestem wyjątkowy? Wytwarzam jakieś fluidy? Nie? to co, hm?

A tak swoją drogą, to dzisiaj jest niedziela. Taka beznadziejna, nudna i niekonstruktywna niedziela, jak zawsze. Bleeeeeeeeee!